Nabycie bursztynu w średniowieczu

Legenda jest na tyle piękna, że kiedy przeprawiasz się promem przez rozlaną Wisłę z Wyspy Sobieszewskiej na Bursztynowe Wybrzeże, możesz sobie wyobrazić lekkie i wspaniałe statki fenickie na falach naszej królowej rzek… Z całą pewnością owych żeglarzy i kupców urzekły uroki bursztynu, a może nie tyle piękno jantaru, ile możliwości korzystnego handlu zdobyczą z dalekiej krainy.

W zamierzchłej starożytności były trzy drogi, wiodące do nabycia upragnionego bursztynu. Pierwsza wiodła od Wybrzeży Adriatyku przez terytoria dzisiejszych Węgier i Moraw wzdłuż Prosny – zatrzymywano się w starożytnym grodzie Calisia a dalej wzdłuż Wisły aż do Bałtyku. Druga droga wiodła przez morza, czyli Morze Śródziemne – Cieśninę Gibraltarską w kierunku Ultima Thule, czyli końca świata. Ów żeglarski koniec świata – ostatnia wyspa, to podobno była Islandia, a może Norwegia (nie wiedziano, że Norwegia jest stałym lądem). Krótko powiedziawszy – morzem docierali do Jutlandii, a stamtąd wędrowali do brzegów Morza Północnego. Bałtyk osiągnięto dopiero w 1 w.n.e.

Z tych mozolnych wędrówek po bursztyn zdawał sobie sprawę Pliniusz – uważał on, że bursztyn powstaje na wyspach Oceanu Północnego. Germanowie mieli nazywać bursztyn głaesum od nazwy jednej z wysp – Glesaria (Austeronia).

Z trzeciego szlaku bursztynowego korzystały miasta greckie. Wyprawiały one swych kupców traktami handlowymi, od Czarnego Morza w górę Dniepru, a stamtąd Dźwiną lub Prypecią i Wisłą na sam brzeg Bałtyku. Wędrowali tymi szlakami Ligurowie i Etruskowie, a dopiero na 300 lat p.n.e. pojawili się na tych szlakach Rzymianie. Szukali oni bursztynu dla całego imperium.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>