Prawdziwe korale

Dziś każdy może przeczytać w odpowiednich książkach, że należy owe „chore” korale zanurzyć w wodzie utlenionej, by odzyskały swą właściwą barwę. Gdyby jednak woda utleniona już nie była w stanie pomóc, to po kąpieli należy je na mokro natrzeć czerwienią żelazową, dobrze wytrzeć do sucha i wypolerować. Żądni sekretów magicznych mogą dla pewności recytować poezję o morzu lub śpiewać odpowiednie morskie piosenki. Szanty żeglarskie wydają się tu być najbardziej odpowiednie repertuarowo, ale i bez popisów wokalnych można ręczyć za znakomity wynik kuracji uzdrawiającej.

W ogóle należy prawdziwe korale traktować z należytą uwagą – najlepiej czują się w małych irchowych woreczkach lub szkatułkach wykładanych aksamitem. Z całą pewnością zasługują one na dobre traktowanie, choćby ze względu na sędziwość wieku oraz zmianę własnego środowiska naturalnego – żywiołu wody na inny zupełnie żywioł, czyli powietrze.

Trzeba je trzymać z dala od ognia – czwartego żywiołu ze względu na to, iż jako pochodzące z wody są z natury przeciwne ogniowi, Ale ludziom trygonu ognistego mogą przynieść uspokojenie i pewne wyciszenie burzliwego temperamentu.

Korale… Radość oczu młodych dziewuch wiejskich, którym te naturalne paciorki przydawały uroku i powodzenia u chłopaków. Jeżeli dobrze przyjrzeć się scenom rodzajowym wiejskim, jakie malowali nasi malarze, gdy tematyka wiejska zaczęła być modna, to w scenach tańców i wesel wokół szyj rozochoconych tancerek można było dostrzec sznury czerwonych korali. Na portretach hożych krakowskich Jaguś czy ukraińskich Katii na białych koszulach świątecznych strojów, w których pozowały panom artystom, piękną żywą barwą odbijały się sznury korali. Najczęściej przechodziły one z pokolenia na pokolenie. Wędrowały wraz z panną młodą do nowego, mężowskiego już domu, ukryte pod stosami wyprawowych lnianych prześcieradeł, ręczników czy koszul. Zdarzało się, że korale, które miały podtrzymywać wieczną młodość kobiecej czy dziewczęcej urody zawieszano na ołtarzu jako wotum za szczęśliwy powrót z wojny umiłowanego chłopaka, wyzdrowienie dziecka, czy też nawrót uczucia niewiernego kochanka. Bo prawdziwe czerwone korale zawsze miały mocne związki z erotyką, jako że przecież pochodziły z ciepłych mórz, gdzie wśród mieszkańców wysepek, półwyspów i lagun często miłość splatała się ze śmiercią w nierozerwalny węzeł. Stare, piękne wiejskie sznury korali, chowane w skrzyniach dziewcząt z Podhala czy hożych kozackich mołodyć często miewały własne historie, długie i straszne.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>